Styczeń to – jak co roku – studniówki na pełnych obrotach. Czasem kilka wydarzeń jednego dnia, ciągłe pakowanie, wyjazdy i szybkie decyzje. Dużo się dzieje. Ale kiedy wszystko jest dobrze zaplanowane, da się to ogarnąć. Organizacja to podstawa. I tu czujemy się pewnie.
Choć, jak się okazało, nie wszystko da się zaplanować.
W samym środku studniówkowego maratonu przyszło zaproszenie do telewizji śniadaniowej. Totalna niespodzianka. Na szczęście termin wypadł we wtorek, a nie zaraz po studniówce. Radość była ogromna, bo to naprawdę duże wyróżnienie. A zaraz potem szybka mobilizacja: przygotowania, ustalenia i planowanie czegoś, o czym dzień wcześniej nie było jeszcze mowy.
Do Warszawy mamy kilka godzin drogi, a zimą bywa różnie. A że program był na żywo, nie było miejsca na poślizg. Dlatego wyjechaliśmy dużo wcześniej – właściwie jeszcze w nocy.
Trzeba było też szybko zebrać maturzystów, którzy zgodzili się wystąpić w programie. Do Warszawy pojechali z nami: Lena Olearczyk, Wiktoria Popielarz, Barbara Sowa oraz Mateusz Jasielski. Najlepsze Studniówki reprezentowały nasza szefowa Julia Szymańczyk oraz fotografka Natalia Trela.
Na miejsce dotarliśmy punktualnie, a nawet z zapasem. I bardzo dobrze – był czas, żeby złapać oddech, trochę ochłonąć i poukładać myśli przed wejściem na antenę.
Usiąść przed kamerami jednego z najbardziej znanych programów śniadaniowych w Polsce i opowiadać o tym, co robimy, to naprawdę wyjątkowe przeżycie. O tworzeniu rzeczy, które nie kończą się wraz z ostatnim tańcem. O łapaniu chwil z tego jedynego, ważnego dnia w życiu maturzystów. Spojrzeń, uśmiechów, gestów, tańców i spontanicznych emocji – tych, których nie da się powtórzyć.
Dziękujemy całemu zespołowi „Pytania na Śniadanie” oraz prowadzącym – Beacie Tadli i Robertowi El Gendemu – za super atmosferę i serdeczne przyjęcie.
A po wszystkim, pełni emocji i wrażeń, wybraliśmy się na małe co niego, żeby uczcić ten zupełnie nieplanowany, ale naprawdę udany wyjazd.


